Tristan i Izolda

02 stycznia 2006

Wstęp

Legenda o Tristanie i Izoldzie jest jednym z najcenniejszych zabytków średniowiecznej kultury. Zarazem jest to jedna z najpiękniejszych i najgłębszych opowieści o miłości jakie kiedykolwiek powstały. Mit ten, opiewający losy dwojga kochanków, zrodził się prawdopodobnie wśród plemion celtyckich zamieszkujących wybrzeża kanału La Manche. Przekazywany z ust do ust, wzbogacał się i rozprzestrzeniał na terenie dzisiejszych Niemiec, Anglii czy Norwegii. Jak zaznacza Tadeusz Żeleński-Boy, nie ma pewności gdzie dokładnie swój zalążek miała owa opowieść, przyznać jednak trzeba: iż legendy Okrągłego stołu, przetworzone na nowo przez duszę germańską, stały się poniekąd własnością jej i wyrazem, aż wreszcie, dzięki geniuszowi Wagnera w formie muzycznych poematów obiegły cały cywilizowany świat.

Początek historii

Już samo narodzenie Tristana owiane jest legendą. Jego ojciec, Riwalen, król ziemi lońskiej, mąż odważny i szlachetny, szczery przyjaciel króla Kornwalii – zginął broniąc swego ludu od zdradzieckiego ciosu Morgana. Brzemienna wtenczas Blancheflor, siostra króla kornwalskiego, Marka – na wieść o śmierci męża załamała się. Na czwarty dzień po tragicznym zdarzeniu, wydała na świat syna. Że więc przybyłeś na ziemię przez smutek, imię twoje będzie Tristan. Rzekłszy te słowa ucałowała go i, ucałowawszy, natychmiast umarła. Triste to przecież – zarówno we francuskim, łacińskim jak i niemieckim: smutny, ponury, szary.

Ojciec Tristana, przed swą fatalną wyprawą, powierzył pieczę nad swoją żoną Rohałtowi Dzierżącemu Słowo. Wkrótce jednak i jego włościa upadły pod najazdem złego Morgana. Dobry i sprawiedliwy Rohałt uratował syna Riwalena: oznajmił żołnierzom ścigającym królewską rodzinę, iż Tristan jest jego synem. W duchu zaś postanowił przygarnąć sierotę. Kiedy Tristan osiągnął wiek lat siedmiu, marszałek Rohałt powierzył go pod opiekę swemu mądremu giermkowi, Gorwenalowi. Młody chłopak szybko nauczył się władać bronią, oswoił z rynsztunkiem i siodłem. Gorwenal wpoił również swemu uczniowi sprawiedliwe i szlachetne zasady, nauczył gry na harfie oraz zaszczepił w nim dobre maniery. Tristan wyrósł na wspaniałego młodzieńca – bystrego, szlachetnego, dumnego i silnego w posturze. Rohałt pokochał go jak własnego syna.

Pewnego dnia zwabiony na statek, Tristan został porwany przez norweskich kupców. Tuż jednak po wypłynięciu w morze, zerwał się straszliwy sztorm. Czarne chmury nie odstępowały zdradzieckiego statku dopóki, dopóty ten nie wypuścił Tristana na wolność. Zrozpaczony młodzieniec znalazł się sam na obcej ziemi. Bez ukochanego ojca Rohałta, oraz bez przyjaciela swego i nauczyciela, Gorwenala. Pierwszymi osobami, których tu spotkał byli rycerze króla Kornwalii, króla Marka. Młodzieniec jednak jeszcze wtedy nic nie wiedział o swoim pochodzeniu. Rycerze, których spotkał, właśnie upolowali jelenia. Tristan pokazał im jak powinno oprawiać się taką zwierzynę, a oni się dziwowali. Zapytali wtem skąd jest i jaki mistrz uczył go myślistwa. Tristan odpowiedział wtedy mądrze, iż jest synem kupca z Lonii. A oni tym bardziej się dziwowali, iż syn kupca potrafi rzeczy jakich oni sami nie potrafią. Tristan dołączył więc do grupy rycerzy króla Marka i wraz z nimi udał się do zamku. Na ich spotkanie wyszedł sam król. I gdy zobaczył Tristana, natychmiast odczuł do niego sentyment, namiastkę miłości którą darzył swą ukochaną siostrę. Młodzieniec dzięki naukom jakie odebrał od Gorwenala, a także dzięki swej wrodzonej mądrości i szlachetności – szybko stał się najbliższą królowi osobą. Tristan jednak nie był szczęśliwy, tęsknił za ojczyzną, Rohałtem i Gorwenalem.

Pewnego dnia do Kornwalii przybył jednak Rohałt poszukujący po wszelądach swego przybranego syna. Pokazał Markowi dowód na to, iż Tristan jest królewskim siostrzeńcem i wytłumaczył wszystkim całą historię jaka zaszła od początku haniebnego ataku Morgana na ziemię lońską. Dowiedziawszy się prawdy, król Marek powierzył Tristanowi rycerski oręż wraz ze statkami, a ten w walce pokonał diuka Morgana, odzyskał straconą ziemię i pomścił w ten sposób swego rodowego ojca.

Po skończonych bitwach oświadczył, że zarówno Rohałt jak i Marek byli mu ojcami, i przy obu chciałby być, obu służyć. Zaproponował jednak, że wywalczoną ziemię odda Rohałtowi, ciało swe i usługi odda natomiast królowi Markowi. Ci, ze łzami w oczach poparli szlachetną decyzję Tristana. Następnego dnia Tristan, zabierając ze sobą Gorwenala, odpłynął ku ziemi króla Marka.

W Kornwalii tymczasem zapanował wielki smutek. Co rok bowiem do brzegów owej ziemi przybijał statek z Irlandii, a na nim Morhołt ściągający haracz. W tym roku król Marek musiał oddać do niewoli trzystu młodych chłopców i trzysta młodych dziewcząt. Tak się działo na mocy starych traktatów. Morhołt, brat królowej irlandzkiej, mąż olbrzymich rozmiarów – podpierając swe żądanie, tak oto rzekł do Marka: jeśli który z twoich baronów chce dowieść w bitwie, że król Irlandii ściąga tę daninę wbrew prawu, przyjmuję wyzwanie. Który z was, panowie kornwalijscy, chce walczyć za swobodę tego kraju? Lecz żaden z adresatów wyzwania nie odzywał się, wszyscy bali się go, wiedzieli aliści, że walka z Morhołtem znaczy pewną śmierć. Jednak ten powtórzył swe wyzwanie jeszcze raz, i raz trzeci. Tymczasem Tristan wyprosił króla, aby pozwolił mu walczyć. Baronowie bardzo się zawstydzili: oto on, młodzieniec stawia czoła olbrzymowi; nie oni, którym powinno najbardziej zależeć na wyswobodzeniu ludu Kornwalii.

Nikt nie wierzył w to, iż Tristan może wygrać. Odziano go w najlepszą zbroję i ze łzami w oczach pożegnano: Tristan odpłynął na Wyspę Świętego Samsona, gdzie sam na sam miał się zmierzyć z irlandzkim wojem. Na wynik walki czekano na brzegu kornwalijskim. Lud i baronowie płakali i modlili się o duszę Tristana, towarzysze Morhołta zaś czekali obok śmiejąc się i żartując. Po paru godzinach na łodzi wrócił zwycięzca – Tristan! Rzekł: Panowie irlandzcy, Morhołt walczył mężnie! Patrzcie, miecz mój wyszczerbiony, ułomek zaś brzeszczotu został w jego czaszce. Zabierzcie ten kawałek stali, panowie, oto haracz Kornwalii!

Kiedy statek z trupem Morhołta powrócił do Irlandii, lud tamtejszy bardzo się zasmucił. Król Irlandii rozkazał od tej pory nabijać na widły każdego Kornwalczyka, który nawiedziłby teren irlandzki. Siostra Morhołta i siostrzenica jego, piękna Izolda Jasnowłosa lamentowały długo, miotając klątwami przeciw zabójcy. Znały one wywary tajemne, mogące wyleczyć każdego rannego, lecz teraz płakały bezradne nad martwym ciałem. Izolda wyjęła z głowy Morhołta ułamany kawałem miecza i schowała go w szkatułce z kości słoniowej, niczym relikwię.

Tristan nie wyszedł jednak z bitwy nieugodzon. Morhołt ranił go mieczem zatopionym w truciźnie wężowej. Lekarze królewscy byli bezradni, wszyscy czekali na śmierć bohatera. Rany Tristana zaczęły wydawać ropę cuchnącą tak, iż wszyscy trzymali się od niego z dala. Jedynie miłujący go najbardziej – król Marek i Gorwenal – czuwali przy nim ciągle. Tristan wiedział, że umiera i zażądał śmierci w samotności, spuszczony na czółnie na otwarte morze. Przyjaciele, choć niechętnie, spełnili prośbę Tristana.

Siedem dni i siedem nocy samotna łódź tułała się wśród fal, niosąc umierającego, brzdąkającego ostatkiem sił na swym ukochanym instrumencie, lutni. Po owych siedmiu dniach, czółno Tristana wiedzione opatrznością osiągnęło brzeg irlandzki. Rybacy słysząc cudowną muzykę dobywającą się z łodzi myśleli, iż płynie w niej jaki święty; przekazali więc pośpiesznie chorego na dwór królewski. Tam zaopiekowała się Tristanem Izolda Jasnowłosa. Ona jedyna, świadoma cudownych kordiałów, mogła ocalić Tristana, ale ona jedyna wśród niewiast na ziemi pragnęła jego śmierci. Nie poznała jednak w chorym Tristana Lońskiego i zaopiekowała się nim, jako że był w potrzebie. Tristan rozumiejąc, iż jest na wrogiej ziemi opowiedział jej, że jest lutnistą zmierzającym do Hiszpanii, i że w drodze statek kupiecki wiozący go został napadnięty przez piratów. Jemu tylko rannemu, udało się uciec przed straszliwym losem. Po czterdziestu dniach, gdy Tristan już prawie powrócił do zdrowia – postanowił uciec. Twarz jego zaczęła bowiem przybierać właściwy wygląd, towarzysze morhołtowi mogli poznać w nim zabójcę pana.

Przemierzywszy wiele niebezpieczeństw, Tristan wrócił i stanął znów przed obliczem króla Marka. Baronowie, którzy jeszcze niedawno dziękowali Tristanowi za uwolnienie ich od irlandzkiej daniny, teraz poczęli spiskować przeciwko niemu. Nie mogli uwierzyć w niezwykłe szczęście młodzieńca, podejrzewając go o czarnoksięstwo. Obawiali się również, że Tristan rzucił na króla urok, co by tłumaczyło tak wielką przychylność jaką Marek darzy siostrzeńca. Wiedząc, iż król zamyślał postarzeć się bezdzietnie, aby przekazać ziemię Tristanowi, wzburzyli się w swej zawiści i za pomocą kłamstw podjudzali przeciw Tristanowi szlachtę Kornwalii. W końcu zażądali od króla, by ten ożenił się. Marek nie miał jednak na to ochoty i odmówił. Lecz baronowie nie chcieli widzieć Tristana na tronie i rzucili królowi groźbę wojny, jeżeli ten nie pojmie w końcu żony. Król Marek nie uległby, gdyby do żądania nie przyłączył się sam Tristan, który szlachetnie chciał załagodzić sytuację i pokazać zdradzieckiej szlachcie, że miłuje króla nie dla próżnego zysku.

Niedługo potem pod okno smutnego króla przyleciały dwie jaskółki budujące nieopodal gniazdo. Jeden z ptaków zgubił wtedy włos kobiecy wyjątkowej piękności, który wpadł do izby królewskiej. Monarcha podniósł zgubę, a następnie zawołał baronów i Tristana mówiąc, iż jeśli ma już pojąć żonę, chce, by była to ta którą wybrał. Na to oczywiście baronowie zgodzili się. Król jednak rzekł: wybrałem tę, do której należy ten włos złocisty, i wiedzcie że nie chce żadnej innej. Baronowie wtenczas zrozumieli, iż król sprytnie ich oszukał – skąd bowiem mają wiedzieć do kogo należy owy włos? Wzrok swój podejrzliwy skierowali na Tristana, sądząc że to jedna z kolejnych jego sztuczek. Młodzieniec jednak oglądając włos wspomniał Izold Jasnowłosą. Z uśmiechem na ustach oświadczył, że mimo niebezpieczeństw sprowadzi do Kornwalii właścicielkę złocistego włosa.

Wziąwszy ze sobą Gorwenala i stu innych dzielnych rycerzy, Tristan wypłynął w kierunku Irlandii. Wiedząc o złości jaka panuje na tamtej ziemi wobec Kornwalczyków, zdecydował iż cała załoga przebierze się w szaty kupców i tych będzie udawała. Okazało się, iż ojczystą ziemię pięknej o złocistych włosach gnębi potwór szkaradny, który codziennie z rana wyłazi ze swojej jamy i dopóki dopóty nie dostanie do pożarcia dziewczyny młodej, siedzi przed bramą miasta tak, iż nikt tamtędy przejść nie może. Król irlandzki głosem heroldowym ogłosił, iż odda w zamąż swoją córkę Izoldę temu, który zgładzi potwora. Wielu już dzielnych rycerzy próbowało tej sztuki, lecz żadnemu się nie udało.

Dowiedziawszy się o konkursie, następnego dnia o świcie Tristan wdział pancerz, dobył miecza, wyprowadził ze statku rumaka swego – i ruszył naprzeciw bestii. Walka była zażarta, smok bowiem miał na miecz odporną skórę, łuskę twardą i pazury ostre. Tristan jednak w końcu wygrał, a na dowód zwycięstwa odciął bestii język i schował go do pludrów. Następnie spragniony gorącą walką odszedł do sadzawki zwilżyć usta wodą. Ale jad sączący się z języka smoka rozgrzał się na ciele rycerza; w wysokich trawach okalających bajoro bohater upadł bez życia. Tymczasem Aguynguerran Rudy, mąż z natury tchórzliwy, lecz kochający Izold Jasnowłosą i o jej względy zabiegający, przybywszy na miejsce walki dostrzegł smoka martwego. Odciąg mu głowę i szczęśliwy pospieszył do króla żądając w zamian przyrzeczonej nagrody.

Król zgoła nie chciał uwierzyć w męstwo Aguynguerrana, lecz dotrzymał słowa i obiecał rękę córki w trzy dni. Izolda jednak nie chciała wyjść za tchórza. Podejrzewając oszustwo, nazajutrz udała się z wiernymi sługami, PerynisemBrangien, pod jamę smoka. Tam znaleźli wkrótce nieprzytomnego Tristana, wzięli go na konia i sprowadzili na zamek. Izolda opowiedziała o wszystkim matce swojej. Rozdziewając rycerza ze zbroi z pludrów wypadł język smoczy, a królowa cucąc bohatera rzekła doń: Cudzoziemcze, wiem, iż ty jesteś prawdziwym zabójcą smoka. Ale nasz marszałek dworu, tchórz, szalbierz, uciął mu głowę i domaga się mej córki, Izoldy Jasnowłosej, za nagrodę. Czy potrafisz od dziś za dwa dni dowieść mu zdrady w pojedynczej bitwie? Tristan odpowiedział że owszem, jeżeli zdąży do tej pory nabrać sił.

Następnego dnia Izolda przygotowała bohaterowi kąpiel, podała leki i namaszczając ciało jego olejkiem wonnym pomyślała, iż jest piękny. Poszła tedy wytrzeć rynsztunek cudzoziemca. Podziwiała piękny hełm, mocną zbroję i twardy miecz – który jednak mocno był wyszczerbiony. Z ciekawości przymierzyła do niego ułamek, który wyciągnięto z czaszki martwego wuja, Morhołta. Pasował idealnie. Z wściekłością porwała miecz Kornwalczyka i podbiegając do niego zamachnęła się nad jego głową krzycząc: Tyś jest Tristan Lończyk, zabójca Morhołta, mego drogiego wuja; umierajże ty teraz! Słaby jeszcze Tristan nie mógł się obronić, umysł jego jednak był jasny. Rzekł: Dobrze więc, umrę. Przed śmiercią wszak chciałbym ci pani powiedzieć, iż zaiste masz prawo decydować o moim życiu, gdyż już dwa razy uratowałaś je. Tak, nie tylko teraz od smoczego jadu – również wcześniej, kiedy przybyłem do zamku tego podając się za lutnistę zmierzającego do Hiszpanii. Wyleczyłaś wtedy rany, które poniosłem w prawej i szczerej walce. Czy zabiłem Morhołta zdradą? Czy mnie nie wyzwał? Czy nie godziło mi się bronić? Pokazał też Izoldzie jej złoty włos, który przyniosły mu jaskółki zwiastujące pokój i miłowanie. Czy przybył więc Tristan na ziemię Irlandzką w złych zamiarach? Niech Izolda wspomni jego słowa, gdy spoczywać słodko będzie w ramionach mężnego Aguynguerrana. Wtedy Izolda odrzuciła miecz i ucałowała Kornwalczyka na znak pokoju.

W wyznaczony przez króla dzień zaślubin, wysłał Tristan Perynisa po towarzyszy swoich na statek. Kazał im ubrać się jak przystało na posłańców bogatego króla i przyjść na uroczystość. Ci ucieszyli się nowiną niezmiernie, opłakiwali już bowiem wodza od czterech dni. Kiedy weszli na dwór, szlachta irlandzka bardzo się dziwiła: Kto to są ci wspaniali panowie? Kto ich zna? Patrzcie na te płaszcze bogate, obramione sobolem i złotogłowiem. Patrzcie, jak na rękojeści mieczów, na zapinkach futer błyszczą rubiny, beryle, szmaragdy i moc kamieni, których ani nazwać nie umiemy. Któż widział kiedy podobne przepychy? Skąd pochodzą ci panowie? Komu przynależą? Ale stu rycerzy milczało i nie ruszali się z siedziska dla nikogo wchodzącego. Kiedy na salę wszedł król, podbiegła do niego Izolda mówiąc, iż Aguynguerran jest oszustem i dowieść tego w walce gotów jest prawdziwy zabójca bestii. Zanim jednak go przedstawiła, zażądała by ojciec wybaczył mu wszelkie przeszłe winy. No co król nie bez oporów przystał za wesołymi namowami baronów.

Wszedł tedy Tristan! Na jego widok owych stu tajemniczych rycerzy powstało i złożyło mu jak jeden mąż pozdrowienie, kładąc rękę na piersi – tak iż Irlandczycy zrozumieli, że oto wszedł ich pan. Niemal równocześnie jednak poznali w nim Tristana, zabójcę morhołtowego; wyciągnęli wtem broń gotowi do ataku. Król jednak dotrzymując słowa Izoldzie, wstał i pocałował Tristana na znak pokoju. Wtedy schowali swe miecze i gotów byli słuchać. Tristan wytłumaczył, iż nie przybył do Irlandii w zdradzieckich zamiarach. Zabijając bestię chciał w ten sposób okupić dawne krzywdy, jakie wyrządził Irlandii. A Izold Jasnowłosą chce połączyć z królem swoim – Markiem: tak, aby oba królestwa żyły odtąd w pokoju i miłowaniu. I tych stu dzielnych rycerzy Kornwalii obecnych z nim tu na sali, poprzysiądz może na relikwie świętych o prawdziwości jego szczerych zamiarów. Tedy Król wziął Izoldę za rękę i spytał Tristana, czy ją odprowadzi wiernie panu. W obliczu swoich stu rycerzy i w obliczu baronów Irlandii Tristan zaprzysiągł.

Izolda jednak poczuła się wzgardzona, iż Tristan oszukał ją: zdobywając ją tylko po to, by zaraz oddać innemu.

Przed wypłynięciem Izoldy do Kornwalii, matka jej i królowa Irlandii sporządziła napój według tajemnej receptury. Napój owy miał sprawić, iż dwoje którzy napój wypiją – natychmiast pokochają się miłością głęboką i trwałą na wszeczasy. Miksturę przekazała wiernej służebnicy i towarzyszce córki, Brangien. Ta miała ją schować w niedostępne innym miejscu i podać w dzień ślubu: królowi i Izoldzie.

Akcja dramatu muzycznego Wagnera rozpoczyna się na statku Tristana, w drodze powrotnej do Kornwalii. Moment to szczególny, teraz bowiem Izoldę zaczyna dusić żałość w sercu. A im dalej od ojczyzny, tym żałość ta silniejsza. Kompozytor rozpoczyna więc dzieło sceną charakteryzującą się silnym tragizmem...

Różne wersje legendy

Wstęp powyższy napisałem na podstawie książki Josepha Bediéra „Dzieje Tristana i Izoldy”. Tekst cytowany zaznaczyłem przy tym ciemniejszym tłem. Notabene pozycję ową znaleźć można w całości w postaci elektronicznej na stronach Polskiej Biblioteki Internetowej. Autor lektury, świetny filolog, historyk literatury i sam – pisarz, skompilował w sposób chyba idealny legendy, podania o Tristanie i Izoldzie.

Książka jego ukazała się we Francji po raz pierwszy w 1900 r., Wagner nie mógł jej więc znać (dramat muzyczny ukończony został bowiem już w 1859, sam kompozytor zmarł w 1883). Swoje dzieło skomponował przeczytawszy wcześniej wersję legendy według Godfryda ze Strasburga. Pisze Zdzisław Jachimecki: oprócz opisów zdarzeń Godfryd kreśli przejścia duchowe kochanków, i ta właśnie strona poematu stanowi o jego wyższości nad innymi. Trzeba jednak podkreślić in minus, iż Godfryd ze Strasburga – który był notabene minnesängerem, a dzieło swoje dokończył koło roku 1210 – sporządził swoją kompilację mitów podpierając się w największym stopniu tekstem poety francuskiego, Thomasa. Wersja tego, jakkolwiek kompletna i dobra, była już skażona – jeżeli tak to można określić – wpływem późniejszych tendencji estetycznych i moralnych. Natomiast Joseph Bediér swoją wersję mitu napisał na podstawie starszych podań, niekompletnych i trudniej dostępnych (głównie Béroula), ale dzięki niemu znamy najstarszą dostępną wersję owej legendy. Stąd dopatrzyć możemy się w dziele Wagnera pewnych nieścisłości; my, którzy wychowani jesteśmy na wersji Bediéra. Bediéra, który wyszedł nie od Thomasa, a od Béroula.

To jednak nie wszystko, bo wagnerowska wersja Tristana nie odzwierciedla dokładnie wersji napisanej przez Godfryda ze Strasburga. Zasadnicza różnica pomiędzy eposem Godfryda a dramatem Wagnera polega na tym, że w poemacie kochankowie walczą o życie przeciwko śmierci, w dramacie zaś Wagnera walczą o śmierć przeciwko życiu. Kolejną ważną różnicą jest postrzeganie napoju miłosnego. U kompozytora gra on rolę drugoplanową – zaś u Godfryda, Bediéra i innych jest elementem kluczowym, jest właściwym motorem wszystkich następstw.. (Wagner tym samym nie tłumaczy miłości dwojga: magiczną substancją, miłość wynika u niego sama z siebie.. różnie to zresztą można interpretować)

Zaciekawił mnie również aspekt geograficzny legendy o Tristanie i Izoldzie. W dawnych podaniach nie był on sprecyzowany. Istniały wersje, w których Tristan miał być z pochodzenia Szkotem, a królestwo Marka miało być Bretanią itp. Niezależnie jednak od wersji wydarzeń, akcja dzieje się na wyspach brytyjskich. Bediér podaje takie oto nazwy geograficzne (mowa tu oczywiście tylko o wstępnym fragmencie legendy):

Lonia to na wpół legendarna kraina mieszcząca się na samym koniuszku Półwyspu Kornwalijskiego. Kraina ta obejmowała obecne wyspy Scilly oraz ląd łączący je niegdyś z wyspami brytyjskimi. Weisefort to prawdopodobnie obecny Waterford. Nie mam jednak pewności, bo w historii tego miasta nie ma wzmianki o Weiseforcie – z drugiej jednak strony, obecny Waterford był w tamtych czasach znaczącym ośrodkiem handlowym, obecnym na wszystkich starych mapach. Kornwalia i zamek w Tyntagielu to natomiast mniemam miejsca autentyczne. Zobacz dokładniejszą mapkę. Inne stare mapy Wysp Brytyjskich można znaleźć tutaj. Inna ciekawa strona z mapami Anglii z czasów Króla Artura (jest tam również mapa Lonii): www.camelotherald.com.

Vorspiel

Vorspiel (czyli wagnerowska uwertura) do „Tristana” jest emocjonalnym i filozoficznym quasi streszczeniem całego dramatu muzycznego. Sam kompozytor napisał w grudniu 1859 roku objaśnienie do owego preludium. Postaram się je wkrótce zdobyć i przetłumaczyć.. Cały vorspiel rozpoczynają trzy fragmenty muzyczne – frazy, a każda z nich to dwa sprzęgnięte ze sobą motywy: pierwszy, intonowany przez wiolonczele, to motyw Tristana, drugi grany przez obój, jest motywem pragnienia miłości.

Nakładając się na siebie tworzą słynny „akord tristanowski”. Pokrótce napisać można, iż jego niezwykłość polega w głównej mierze na niezwyłej elastyczności; zdolności do ewoluowania w dowolną niemalże tonację. Tworzy uczucie niesamowitego zawieszenia, wzlotu, napięcia. Dość trudno go wytłumaczyć z teoretycznego punktu widzenia. Ja go rozumiem jako dominantę wtrąconą z alterowaną kwintą i septymą opóźnioną przez sekstę. W tonacji a-moll (która otwiera vorspiel) będą to dźwięki (f h dis gis); po sprowadzeniu do pozycji zasadnicznej: (h dis f gis). Zacznijmy więc go tworzyć: akord a-moll (a c e) „przenosimy” w dominantę górną, E-dur (e gis h) i jeszcze raz o kwintę w górę, H-dur (h dis fis). Pierwsze dwa dźwięki już nam się zgadzają, fis alterujemy o półton w dół i otrzymujemy f. Do tego tylko dochodzi dźwięk gis tworzący sekstę. Nasze gis przechodzi jednak chromatycznie w septymę i rozwiązuje się na h współtworząc teraz akord E-dur. Cały Wagner :-)

Pomijając sam akord, motywy krzyżują się tu i oplatają: wiolonczela z obojem – w chęci połączenia, które jednak nie może nastąpić, akord rozwiązuje się nie po myśli kochanków. Jest to więc niezwykłe, bo obejmujące zaledwie cztery takty, streszczenie całej legendy! Przychodzi tu również na myśl paralela z krzewem głogu, który wybujawszy z grobu Tristana miał piąć swe gałęzie ku górze, by zatopić je w grobie Izoldy. Co ciekawe: taką wersję podaje Bediér, lecz już u Thomasa nie ma jednego krzewu, lecz dwa: symbolizujący Tristana – krzew bluszczu, i symbolizujący Izoldę – krzew winnej latorośli. Oba miały wyrosnąć na grobach kochanków, by oplec się w wiecznym, miłosnym uścisku. Taką właśnie wersję znał Wagner! Może więc cały dramat jest jedynie retrospekcją tego niemego gestu?.. Tak czy inaczej, cała uwertura jest rozwinięciem początkowej myśli. Motyw miłości, czy lepiej: motyw pragnienia miłości, staje się w kolejnych taktach coraz silniejszy i gorętszy uczuciowo, by w końcu opaść bezsilnie, uschnięty z tęsknoty, nie osiągnąwszy celu, gdyż każde osiągnięcie rodzi jedynie nowe pragnienie. Ostanie słowa to cytat z wypowiedzi samego kompozytora (wspomniane objaśnienie do uwertury z 1859). Czytając je przychodzi mimowolnie myśl o dziele „Świat jako wola i wyobrażenie”. Pisze Zdzisław Jachimecki: W każdym razie stan umysłu Wagnera z roku 1854 był niezmiernie podatny na przyjęcie nauki Schopenhauera. Zdaniem Nietschego «pesymizm jest dowodem przebytej choroby duchowej». W bogatej korespondencji Wagnera z tych czasów widać wiele symptomów tego cierpienia duszy genialnego twórcy. Po krótszych lub dłuższych okresach wytężonej pracy przychodziły nań chwile rozpaczy. Oczywiście powyższe słowa kompozytora, dotyczą również innych fragmentów „Tristana”: Józef Kański wymienia tu przykładowo duet Tristana i Izoldy z II Aktu. Myślę, że jednak właśnie w vorspielu do całego dramatu muzycznego: myśl ta jest szczególnie uderzająca..

Wracając jednak jeszcze na chwilę do akordu, „zawieszenia triste” – podaje zapis nutowy (akord tristanowski to ten nad którym znajduje się akcent „>”). W przyszłości postaram się tu zamieścić wszystkie ważne motywy jakich używa Wagner w „Tristanie”. Wiele z nich znaleźć można już dziś na stronie: www.unchance.net.

tłumaczenie w formie pliku pdf (97KB)
// STATYSTYKI