Albania 2009
06 listopada 2009Spis treści
• wstęp • ceny • pamiątki • statystyki
Albania
Albania była najważniejszym celem mojej wycieczki. Nie zawiodłem się :-) Dużo mógłbym pisać, że mercedesy, meczety, osiołki, bunkry, wąskie drogi, burki itd. Na to wszystko byłem przygotowany. Nie spodziewałem się tylko takiego stanu zabytków. Kościółki w Mezopotam albo w Mborje to klasa wprost światowa, freski z XIII wieku tuż pod przeciekającym dachem. Ba! Stanowisko archeologiczne w Butrint, gdzie o mozaiki z III wieku ludzie sobie wycierają buty. To było coś :-) Ach, w Albanii jechało się fantastycznie przyjemnie.
Macedonia
Objechałem od wschodu Jezioro Ochrydzkie aż do centrum tego regionu, czyli miasta Ochryda. Jechało się tam całkiem przyjemnie. Klimat troszeczkę jak w Chorwacji: ciepło, droga wbita w urwisko spadające w krystalicznie czystą wodę jeziora. Ogólnie jednak nic porywającego. Wszędzie mnóstwo wczasowiczów z Sofii i okolic. Język macedoński to praktycznie bułgarski. Czułem się tam jak w Bułgarii, po prostu. Potem pojechałem na północ — totalna zmiana krajobrazu, klimatu, kultury. Jechałem doliną rzeki Czarny Drin rozdzielającą łańcuch górski Jablanica od zachodu i Stogovo od wschodu. Było chłodniej, dużo lasów. Zupełnie pusta droga! :-D Zmiana kultury: to już nie była Bułgaria, ale Kosowo. Nagle cerkwie ustąpiły miejsca meczetom, język bułgarski – albańskiemu. Było to 22 sierpnia, pierwszy dzień ramadanu. Nie mogłem kupić piwa :-) Często słyszałem i widziałem muzułmańskich bębniarzy… Debar, Gostivar, Tetovo. Ha! Oczywiście Republika Macedonii nie ma nic wspólnego ze starożytną Macedonią ;-D
Kosowo
Przejechałem Kosowo przy jego południowo-zachodniej granicy. Jechało się tam fantastycznie :-) Przede wszystkim kilka przecudownych zabytków: cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej w Prizren, monaster Visoki Dečan oraz siedziba patriarchy w Peć. Po drugie to było niezwykłe doświadczenie zobaczyć region, który jeszcze pięć lat temu był de facto w stanie wojny. Kilka kilometrów po przekroczeniu granicy spotkałem polskich żołnierzy misji KFOR :-) Po trzecie natomiast było tam ciekawie z punktu widzenia geograficznego. Pokonałem Szarską Płaninę na południu, potem jechałem równinną Metochią i w końcu, aby dostać się do Czarnogóry, musiałem wbić się w góry Prokletije (serb. Przeklęte). Po przejeździe przez góry Olimp w Grecji, był to najcięższy podjazd w moim życiu. W Grecji było gorąco i podjazd zdawał się nie mieć końca, ale bez wątpienia ten podjazd pod Czarnogórę był dłuższy.
Czarnogóra
Ten kraj przejechałem, można chyba tak napisać, dokładnie :-) Najpierw północ: słynne kaniony Tary i Pivy, góry Durmitor przez sam środek. Potem centrum kraju, monastyr Ostrog. A na końcu nadmorska część: począwszy od Jeziora Szkoderskiego, przez Stary Bar, Sveti Stefan, Budwę, Bokę Kotorską do Herceg Novi. Byłem pod wielkim wrażeniem. Oczywiście Montenegro się szybko komercjalizuje, już niedługo będzie to druga Chorwacja. Ale wciąż było stosunkowo tanio, turystów mniej i jakoś tak przyjemniej. Moim zdaniem Boka Kotorska bije Dubrovnik na głowę: zabytki niemal tej samej klasy co w Chorwacji, lecz ukształtowanie terenu, klimat tych miasteczek, wrażenie ogólne – po stokroć wspanialsze.




